Szczerość... wobec samego siebie

Jedną z najważniejszych korzyści jakie przynosi szczerość wobec siebie jest możliwość zdobycia orientacji w swoim położeniu. Podobnie jak kapitan statku, jeśli pozostajemy ciągle pod pokładem, nie wiemy jaka jest tak naprawdę nasza sytuacja. Musimy wyjść na pokład i rozejrzeć się – może utknęliśmy na mieliźnie? Może jesteśmy w środku sztormu, o którym nie wiedzieliśmy? Może naszemu statkowi grozi roztrzaskanie o skały jeśli nie zmienimy kursu? Możemy pozostać w kabinie wpatrując się w mapy, lecz to na dłuższą metę rzadko będzie dla nas korzystne. Wychodząc na pokład, czyli dopuszczając do głosu myśli, uczucia i emocje, które dotychczas tłumiliśmy, możemy odkryć przed sobą dokąd tak naprawdę chcemy płynąć a gdzie nie chcemy. Konfrontacja z tym co do tej pory tłumiliśmy lub czemu zaprzeczaliśmy często jest wielkim wyzwaniem – może okazać się, że miejsce w którym jesteśmy tzn. istotne aspekty naszego życia (np. praca, związek) jest nie tym w którym chcielibyśmy się znajdować i dostrzegamy, że tkwienie w nim kosztuje nas coraz więcej. Zmiana może wydawać się niemożliwa lub nieosiągalna, dlatego tak trudno jest nam przyznać się przed sobą do tego co czujemy i co myślimy. Często zmiana może dotyczyć potrzeby przemiany wewnętrznej, zmiany sposobu naszego funkcjonowania –  czasami bardzo chcielibyśmy inaczej reagować w sytuacjach społecznych albo inaczej odczuwać, inaczej myśleć. Do tego aby być szczerym wobec siebie czasami potrzebna jest pomoc. Pomoc drugiego człowieka, który potrafi słuchać, okazać nam szacunek i empatię niezależnie od tego, co myślimy i czujemy. Czasami już samo przyznanie się przed sobą do tłumionych myśli i uczuć, oraz wypowiedzenie ich na głos w obecności empatycznej osoby jest pierwszym ruchem trybów wielkiej machiny zmian. Pomoc drugiego człowieka – mam tutaj na myśli terapeutę – może polegać również na ułatwieniu klientowi dostrzeżenia aspektów problemu, których dotychczas nie widział. Podobnie kiedy przyglądając się jakiemuś przedmiotowi  dostrzegamy początkowo tylko jedną jego stronę, jeden wymiar, jeden kształt, gdy obracamy go w dłoni zmienia się przed naszymi oczami. Okazuje się, że ma więcej niż jeden wymiar – ma bok, ma tył i różny kształt w zależności od tego z jakiej strony na niego patrzymy. W przypadku zmagania się z problemem taki pełniejszy obraz może ułatwić znalezienie jego rozwiązania.

Powrót do strony głównej

O procesie terapii

Dzieciństwo jest okresem, w którym jesteśmy szczególnie podatni na zranienia emocjonalne. Ranią nas nadużycia  i krzywdy (na przykład przemoc), ale okaleczyć nas mogą również rzeczy często niewidoczne –  brak doświadczeń, których potrzebujemy w dzieciństwie abyśmy mogli rozwinąć nasz wrodzony potencjał. Do takich doświadczeń należy przede wszystkim bezpieczna, szczególnie w emocjonalnym kontekście, relacja z dorosłym opiekunem, którym najczęściej jest rodzic.

Zarówno nadużycia i krzywdy, jak również niedostatek doświadczeń, których nasz organizm oczekuje na drodze optymalnego rozwoju, wywołują w nim reakcję stresową. W pewnych okolicznościach może być na tyle silna, że grozi jego przeciążeniem. Aby temu zapobiec, niektórych informacji i uczuć dziecko nie może dopuścić do świadomości (pomocna tu będzie analogia do urządzenia elektrycznego, w którym, w wypadku nadmiernego przepływu prądu przepala się bezpiecznik po to, by uchronić je przed zniszczeniem). Na przykład, łatwiej jest mu znieść nieadekwatne kary kiedy przypisze winę sobie zamiast frustracji rodzica. Świadomość, że osoba z którą jest silnie związane emocjonalnie i od której jest zależne, może go krzywdzić jest trudniejsza do zniesienia niż przypisanie sobie odpowiedzialności za zachowanie rodzica.

Podobnie jest w przypadku niezaspokojenia ważnych potrzeb emocjonalnych. Dla dzieci –  w zależności od ich wieku, cech indywidualnych oraz poczucia bezpieczeństwa –  odczucie, utrzymanie w świadomości i wyrażenie potrzeby może być zbyt trudne. W takiej sytuacji dochodzi do wyparcia jej ze świadomości (w pewnym sensie zapomnienia o niej). Dzieje się tak wtedy, gdy dziecko zorientuje się, że realizacja ważnej emocjonalnej potrzeby jest poza jego zasięgiem. Na przykład dziewczynka, której brakuje czasu spędzanego z rodzicami może nabrać przekonania, że musi stać się bardzo samodzielna, że nie może liczyć na pomoc innych, że w zasadzie ich nie potrzebuje - że da sobie radę sama. Jej zapracowani rodzice wracając po ciężkim dniu do domu jedyne o czym marzą to odrobina spokoju – ona to wyczuwa i będąc „grzeczna”, niewymagająca może liczyć na więcej uwagi niż jeśliby okazała frustrację (jest to uproszczony przykład, ponieważ sposób radzenia sobie przez dziecko z taką sytuacją zależy od różnych czynników. Aby zyskać uwagę rodziców może przyjąć postawę buntowniczą, może nastąpić somatyzacja objawów tzn. może zacząć często chorować, co również w konsekwencji zwiększy ilość czasu i uwagi poświęcanej mu przez rodziców)

To, co jest istotne z punktu widzenia terapii dorosłych w przykładach, które podałem powyżej to, że w obu przypadkach mamy do czynienia z zablokowaniem reakcji emocjonalnej. Zablokowane emocje i uczucia nie znikają, lecz w pewnym sensie zostają uśpione, zamrożone i w takiej formie przechowywane są przez lata. Ten emocjonalny ładunek ma poważne konsekwencje dla funkcjonowania człowieka w dorosłym życiu.

Jakie są losy odszczepionych od świadomości emocji?

Emocjonalna pamięć istotnych zdarzeń oraz stanów emocjonalnych wynikających z relacji dziecka z ważnymi dla niego osobami przechowywana jest w strukturach mózgu. Organizm pozostaje w stanie podwyższonej gotowości,  można by rzec, w trybie cichego alarmu. Reakcja stresowa jest częściowo aktywna, nie wygasa. Może przejawiać się na głębokim, fizjologicznym poziomie (o tym często świadczą podwyższony poziom hormonów stresu, symptomy cielesne oraz choroby autoimmunologiczne) lub jest aktywowana nieodpowiednio do okoliczności. Organizm reaguje adekwatnie do sytuacji z przeszłości –  do tamtych realiów, do zasobów i możliwości radzenia sobie, które miało dziecko, a nie dorosły już człowiek.

Nieadekwatność reakcji często przejawia się w postaci nadmiernego pobudzenia emocjonalnego – czujemy „za dużo” –  doświadczamy silnych emocji w sytuacjach, które nie powinny ich budzić w takim natężeniu. To czego doświadczamy w teraźniejszości, wzbudza uczucia i emocje oderwane od ich pierwotnego kontekstu, czyli zdarzeń i relacji z dzieciństwa.

Niektórzy z nas borykają się z wydawałoby się zupełnie inną trudnością: skarżą się na poczucie pustki i braku uczuć. Jak wynika z doświadczeń terapeutów, takie osoby najczęściej nieświadomie i niezależnie od swojej woli chronią się przed naporem trudnych, bolesnych uczuć, odcinając je zupełnie. W tym wypadku dochodzi jednak do niemal całkowitego zamrożenia uczuciowości, w tym także tzw. pozytywnych emocji. Działa tu mechanizm o którym była mowa wcześniej, chroniący organizm przed przeciążeniem, tzn. nadmierną intensywnością uczuć.

Z kolei u innych osób dominuje jedno uczucie lub zestaw podobnych uczuć: na przykład stale pogrążeni są w smutku lub czują przygnębienie niezależnie od ich bieżącej sytuacji życiowej. Ich uczuciowa paleta barw zdaje się być ograniczona wyłącznie do odcieni szarości.
Można z dużą doza prawdopodobieństwa przypuścić, że ich organizm żyje w przeszłości –  na nieświadomym poziomie reaguje na sytuację, która przestała być aktualna. W tym wypadku mamy również do czynienia z zatrzymaniem swobodnego przepływu uczuć.

Będąc dorosłymi ludźmi nie musimy już reagować w sposób w jaki reagowaliśmy w dzieciństwie. Niestety, sama świadomość tego nie jest wystarczająca. Im wcześniej w dzieciństwie dana reakcja lub stan emocjonalny zostały doświadczone, tym trudniej dostępne są świadomości i celowemu na nie wpływowi. Możliwe jest „zarządzanie” nimi –  będąc świadomi nieadekwatnej reakcji nie musimy podporządkowywać jej swojego działania, jednak jej emocjonalny trzon pozostaje nie zmieniony.

Teraz jednak jesteśmy w stanie dopuścić do świadomości informacje oraz uczucia i emocje których nie mogliśmy jako dzieci. Możemy je odczuć i przeżyć. To co w dzieciństwie stanowiło realne zagrożenie dla młodego organizmu już nie jest takie dla dorosłej osoby.

Człowiek, podobnie jak inne zwierzęta wyposażony jest w mechanizmy rozładowania stresu. Dla antylopy żyjącej na sawannie, której właśnie udało się wygrać wyścig o życie z polującym na nią gepardem, przejawem działania takiego mechanizmu będą trwające dłuższy czas rytmiczne skurcze mięśni, sprawiające, że zwierze gwałtownie dygocze. Dla ludzi podstawowym mechanizmem rozładowania stresu, już od chwili narodzin, jest płacz. Poczucie bezpieczeństwa doświadczane w relacji terapeutycznej umożliwia przejście organizmu w fazę rozładowywania stresu. Do rozładowania reakcji stresowej bardzo silnie przyczynia się wyrażenie uczuć i emocji. O ile każde ich wyrażenie może przynieść ulgę, to w przypadku psychoterapii szczególną wagę przykłada się do tego, aby mogło ono wydarzyć się w odpowiednim kontekście i w sposób jak najbardziej całościowy (nie tylko mówienie o uczuciach lecz pozwolenie sobie na ich przeżycie).

W miarę postępu psychoterapii klienci stopniowo odkrywają, że uczucia i emocje których doświadczają w ich aktualnych relacjach i wydarzeniach z codziennego życia mają „drugie dno”; że nierzadko przeżywane są zastępczo wobec osób lub zdarzeń z pierwotnego, dziecięcego kontekstu. Bardzo ważne jest aby proces odkrywania i doświadczania powiązań pomiędzy aktualnie przeżywanymi emocjami i ich pierwotnym kontekstem nie był wymuszany lecz umiejętnie wspomagany przez terapeutę.

Opisany przeze mnie proces terapeutyczny prowadzi do rozładowania „zamrożonego” ładunku emocjonalnego oraz integracji na poziomach: cielesnym, emocjonalnym i poznawczym (umysłowym). To te dwa jego elementy pozwalają na to, aby doświadczenia traumatyzujące stały się emocjonalną przeszłością, wspomnieniami pozbawionymi mocy odbierania nam kontroli nad naszym życiem.

Powrót do strony głównej